Kategorie: Wszystkie | O mnie | O treningu | Obozy | Pozasportowe | Rodzinne | Studia | Zawody
RSS

Zawody

sobota, 11 lutego 2012

Z racji tego, że niewiele jest w Polsce możliwości zestawienia uzyskanych po świecie rezultatów naszej pięknej konkurencji, pokuszę się co jakiś czas przedstawić na moim blogu światowe wyniki z  moim odautorskim komentarzem. 

Pomimo trwającego sezonu halowego, we włoskiej miejscowości Latina odbyły się zawody Winter Walking Trophy, gdzie w niedzielę 29 stycznia, pomimo niesprzyjających warunków pogodowych uzyskano wartościowe wyniki w chodzie na 35km. Zwyciężył Alex Schwazer, mistrz olimpijski na 50km z Pekinu i srebrny medalista z ME w Barcelonie '10.
Schwazer pokonał pierwsze 10km w 43:18, „dwudziestkę" miał po drodze 1:26:18, ostatnie 10km pokonał już w 40:34 (pomiędzy 25 a 30km miał 20:31, a pomiędzy 30 i 35km - 20:03, natomiast ostatni km dał w 3:55!). Alex pokazał, że na początku sezonu czuje się bardzo dobrze, przyznając, że w przygotowaniach do tego startu pokonywał regularnie ok. 200km w tygodniu. Drugi na mecie zameldował się jego azjatycki rywal, Chińczyk Wang Zhen, który uzyskał 2:31:29. Trzeci był kolejny z Włochów, Giorgio Rubino, który nachodził 2:33:52. Kolejne miejsca zajęli Matteo Giupponi (2:34:43 ) oraz Jean Nkouloukidi (2:35:46).

Schwazer po starcie powiedział: „Był to ważny test, który pozwoli ocenić stan tej części przygotowań. Nie spodziewałem się, że będę chodził tu aż tak szybko. To znaczy, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Moim pierwszym celem jest zakwalifikować się na Igrzyska Olimpijskie, co będę chciał osiągnąć w Dudincach (Słowacja) 24 marca".

Wśród kobiet wartościowy wynik uzyskała Elisa Rigaudo, brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich z 2008 roku, która czasem 1:31:56 potwierdziła dobre przygotowanie w tej części sezonu. Druga na mecie była Sibilia Di Vincenzo (1:32.30), a kolejne miejsca zajęły Eleonora Giorgi (89) - 1:32.30 oraz Antonella Palmisano (91) - 1:35:49.

Jeśli chodzi o wyniki uzyskane w hali, na Mistrzostwach Litwy rozgrywanych w Wilnie w ten sam weekend dobry wynik uzyskała Brigita Virbalyte (12:30.60), natomiast wśród mężczyzn zwyciężył olimpijczyk z Pekinu, Marius Ziukas z wynikiem 19:51.03 przed Ricardasem Rekstem (20:29.54).

W Dortmundzie, podczas Mistrzostw Niemiec wśród pań zwyciężyła Sabine Krantz z czasem 12:18.70, druga była Melanie Seger (12:44.29). Wśród juniorów zwyciężył Nils Brembach z  rewelacyjnym wynikiem 20:05.06. Uzyskał on lepszy rezultat od dwóch pierwszych seniorów, których wyniki to kolejno: 20:19.07 - Nilsa Glogera i 20:33.90 uzyskane przez Maika Bergera.

Pierwszego lutego w Pombal odbyły się halowe Mistrzostwa Portugalii, gdzie Joao Vieira, który w tym roku obchodzi 40 urodziny, uzyskał rezultat 19:08.84, wyprzedzając drugiego zawodnika o ponad 2 minuty. Wśród pań zwyciężyła podopieczna złotego medalisty - Vera Santos (12:35.12).

Najlepsze rezultaty tej zimy w hali uzyskali zawodnicy i zawodniczki startujący podczas mityngu Rosyjska Zima, który odbył się 5 lutego w Moskwie. Organizatorzy ogłaszali atak na rekord świata na hali zarówno wśród zawodników jak i zawodniczek startujących w chodzie sportowym. Niestety w obu startach atak ten nie powiódł się.

start kobiet rosyjska zima chód

Start kobiet na 3000m (Fot. rusathletics.com)

Wśród kobiet zwyciężyła niespodziewanie Alisja Kirdiapkina, srebrna medalistka MŚ w Deagu, która uzyskała czas 11:44.10. Niespodziewanie dlatego, że na ok. 100 metrów do mety wycofała się faworytka zawodów, prowadząca od startu mistrzyni olimpijska Olga Kaniskina. Rywalizacja obu zawodniczek była bardzo emocjonująca, jednak mocne tempo nie przyniosło poprawienia rekordu, choć wynik należy uznać za bardzo wartościowy. Druga na mecie była aktualna rekordzistka świata na tym dystansie w hali - Rumunka Klaudia Stef, która uzyskała jednak tylko 12:27.50. Trzecia była Tatiana Korotkova (12:28.00), a na kolejnych miejscach uplasowały się: Elena Schumkina (12:35.00),  Melani Siger (12:47.00), oraz reprezentująca barwy Francji Sylwia Korzeniowska (12:47.30).

"To był pierwszy raz w mojej sportowej karierze, który nie ukończyłam wyścigu. Czułam się bardzo źle" - powiedziała Kaniskina po starcie. Zawodniczka narzekała przed startem na przeziębienie, lecz mimo to postanowiła wystartować. "Nie powinnam się usprawiedliwiać, ale moje wycofanie się było spowodowane specyfiką zawodów w hali, pochyłych łuków oraz innym etapem moich przygotowań, które odbywam w Soczi. Uważam, że byłam dobrze przygotowana. Być może powodem było również bardzo mocne tempo, które zostało narzucone od samego początku. Kiedy Anisja zaczęła przyspieszać, nie miałam w sobie siły, aby zareagować."

Co ciekawe, zwyciężczyni zawodów, Anisja Kirdiapkina po starcie powiedziała, że wolałaby aby to Kaniskina wygrała. „Chodziło o to, aby pobić rekord świata. Ale po wykonaniu treningu w przeddzień zawodów, zdałam sobie sprawę, że będzie to bardzo trudne. Ponadto, nie jesteśmy przyzwyczajone do startowania pod dachem i miałyśmy spore kłopoty z oddychaniem. Ale jestem bardzo szczęśliwa, bo po raz pierwszy udało mi się odnieść takie zwycięstwo, a także wygrać z Olgą."

Zwycięzca chodu na 5000m - Walerij Borczin (Fot. rusathletics.com)

Wśród mężczyzn na dystansie 5000m na początku na prowadzeniu uplasował się Francuz Yohan Diniz. Za nim w stawce utrzymywało się trzech Rosjan: Walerij Borczin, Wladimir Kanaykin i Siergiej Bakulin. Po 3km na czoło wyszedł mistrz olimpijski i świata – Borczin, lecz o zwycięstwo na finiszu walczył z nim zaciekle Kanaykin. Rosjanie toczyli zacięty bój na końcowych metrach i finiszowali w iście sprinterskim tempie. Różnica na mecie między nimi wyniosła poniżej jednej sekundy (Borchin uzyskał 18:16.54, a Kanaykin 18:17.13). Trzecie miejsce zajął ekspert na 50km, Siergiej Bakulin (18:26.82). Pierwszych sześciu zawodników uzyskało wyniki poniżej 19 minut. Kolejne miejsca zajęli: Ruslan Dmitrenko (18:44.45), Yohan Diniz (18:47.80) i Denis Nizegorodow (18:58.81). Dwóch pierwszych zawodników odebrało gratulacje od swojego trenera Wiktora Czugina, który następnego dnia obchodził swoje 50-te urodziny.
Borchin, zaraz po ukończeniu zawodów, powiedział do reporterów, że "nie jesteśmy przyzwyczajeni do marszu w tych warunkach. Było bardzo duszno. Ale jesteśmy profesjonalistami i musimy dostosować się do każdych warunków."

9 lutego w Londynie odbyły się międzynarodowe zawody halowe, w których wartościowe wyniki uzyskali reprezentanci Litwy. Na 3000m zwyciężyła Neringa Aidietyte z wynikiem 12:46.87, a wśród panów zwyciężył Vilius Mikelionis - 12:39.07.

11 lutego odbyły się Halowe Mistrzostwa Irlandii, gdzie zwyciężył Robert Heffernan z czasem 19.06.58, drugi był Jamie Costin (19.35.06), a trzeci Tom Boswoth (19.50.52).

Tego samego dnia odbyły się również zawody ASVO Vienna Indoor Gala. Doskonałe wyniki uzyskali tam Słowacy. Matej Toth wywalczył nowy rekord życiowy z czasem 18:34,56, drugi był Anton Kucmin (19:14,86), a trzeci Milos Batowsky (20:15,90).

A jak sprawa wygląda w Polsce? Na czele tabel na 5000m znajdują się juniorzy, których rywalizację mogłem oglądać osobiście na Mistrzostwach Polski Juniorów i Juniorów Młodszych pod koniec stycznia w Spale. Na 5000metrów prowadzi nawet junior młodszy – Łukasz Kostka (21:53.62). Na 3000m M w tabelach pierwszy jest Dawid Tomala (11:32.25), który startował 15 stycznia w Halowych Mistrzostwach Śląska rozgrywanych tradycyjnie w Spale, które to zawody miałem możliwość nawet  sędziować.
Wśród pań na dystansie 3000m w hali w tabelach prowadzi juniorka młodsza – Katarzyna Zdziebło (14:38.03).  Wśród kobiet na 2000m prowadzi Paulina Buziak, która wynik 8:21.16 uzyskała 15 stycznia w Spale. Zmiany w tabelach poczynią zapewne Halowe Mistrzostwa Polski Seniorów, gdyż to praktycznie jedyna okazja do startów polskich zawodników w zimie. A jakie będą owe rezultaty okaże się już niebawem...

poniedziałek, 09 stycznia 2012

Nastał nam rok 2012. Kiedy po raz pierwszy wpisywałem w mój dzienniczek treningowy tę datę przyszły mi do głowy myśli o tym kolejnym już w mojej karierze roku olimpijskim. Roku nadziei, wielu sukcesów i kilku niepowodzeń. Bo nigdy nie jest tak, aby wszystko udało się zrealizować, ale i zły los się musi kiedyś odmienić. Warto z okazji tej zmiany kalendarza stworzyć sobie kilka postanowień, aby choć próbować odmienić złe nawyki i przybliżyć się do ideału. Wielkimi krokami zbliża się piłkarskie Euro, po nim będziemy rywalizować na Igrzyskach w Londynie, ale w ciągu roku wiele będzie okazji do oceny dokonań pośrednich. Sportowych emocji nie powinno braknąć.

Jak to w życiu bywa, nie wszystko da się zaplanować, choć na pewno dobre rozłożenie w czasie pewnych rzeczy pomaga w osiągnięciu celu. Ale jego realizację trzeba czasem modyfikować, bo niektórych rzeczy przewidzieć się nie da. Tak jest z chorobami, kontuzjami, decyzjami działaczy.

Mi przez wiele lat udawało się uciec kuli, którą wystrzelił do mnie wróg w postaci mojego własnego organizmu. Mówię tu o buncie, który rozpoczął się, kiedy mój aparat ruchowy przestał działać tak, jak sprawna maszyna. Mówiąc po ludzku, złapałem kontuzję. To ona wstrzymała na spory czas moje przygotowania, zmusiła mnie do bezczynności, skazała na mękę nic nie robienia. Ale nie dałem się. Starałem się wykorzystać energię na ćwiczenia siłowe, a wolny czas poświęcić na spełnianie pasji, jakie poza sportem znalazły się w moim życiu. A po przerwie spragniony już treningu postaram się po korekcji planów realizować to wszystko, co chcę osiągnąć.



środa, 14 grudnia 2011

Z budowaniem formy sportowej jest trochę jak z pieczeniem drożdżowego ciasta. Trzeba przygotować te nasze składniki, dobrze dopasować proporcje, a kiedy ciasto jest już w piekarniku nie można doglądać za często, bo oklapnie i wyjdzie zakalec. I tak w przebiegu kolejnych tygodni budowania kondycji na docelowe zawody nie można sprawdzać się za wcześnie, startować nieprzygotowanym, tylko spokojnie czekać, aby cieszyć się z gotowego „produktu" we właściwym czasie. I tak jak zasiadamy przy świeżutkim cieście i popołudniowej kawie, tak też wytrenowany zawodnik podejmuje rywali na zawodach w momencie, kiedy jest do startu gotowy.

Dlatego więc postępował będę w sezonie obecnym z takim właśnie spokojem do mojego przygotowania, nie spiesząc się, tylko powoli rozkręcając tą całą sportową machinę.

Wracając do tego co w tych moich przygotowaniach do sezonu, mogę napisać, że w dniach 2-15 grudnia trenuję na obozie w Spale. Po pobycie w Zakopanem całe 3 dni spędziłem w Krakowie, 1 dzień w Częstochowie i rozpocząłem kolejny etap sezonu przygotowawczego. Spokój mój zaburzyły jedynie drobne kontuzje, które nękają moją nogę. Najpierw przypałętał się ból w stopie, a kiedy wygoniłem go stamtąd, podstępnie zaatakował moje kolano. Ale próbuję się go pozbyć mrozem z Krioterapii, laserem, polem magnetycznym, naświetlaniem wszelakim, falą uderzeniową, chłodzeniem, maściami i zaklęciami, ale póki co wychodzi chyba na remis. Jeśli to nie pomoże, wezwę na pomoc badanie USG i specjalistów lekarzy, którzy spotkali wiele bolących kolan i uczynili je zdrowymi. Liczę, że to nic poważnego, ale nie ma co lekceważyć żadnych dolegliwości. Bo jak wspomniałem na początku, nie trzeba się z niczym spieszyć, do pierwszych startów czasu jeszcze sporo. I mnie ten spokój uratuje...  

usg Jelon

wtorek, 22 listopada 2011

Kiedy spotkałem go pewnego dnia nie wiedziałem, że wywrze na mnie aż takie wrażenie. Jednak skłoniło mnie to do napisania kilku słów, bo takie charaktery nie trafiają się zbyt często. Nie wiem czy zgadniecie o kogo chodzi, ale myślę, że te kilka zdań trafnie opisze to, kim jest.




Był jednym z wielu sportowców. Ale każdy tutaj go znał. Tak jak inni przychodził na treningi, jeździł na zawody. Wstawał rano i wiedział, że nie może zmarnować tego dnia. Bo każdy dzień traktował jak prezent. Wiedział, że musi trenować, ale lubił to. Bo na treningu czuł się wolny, a na zawodach mógł się ścigać bez wyrzutów sumienia. Miał świadomość, że to nie siła daje mu poczucie wolności, ale że to wolność daje poczucie siły.

Różniło go od innych wnętrze. Jego osobowość nie była skłonna do pokory, pomimo, że sport pokory przecież uczy. Jak wyglądał, kim był? Miał dwadzieścia kilka lat, ale twarz dziecka. Niektórzy mówili, że nie dorósł do swych lat, ale to nie prawda. On po prostu dobrze się maskował, bo mimo wielkiej wyobraźni ciągle się rozwijał.

W sporcie miał całkiem dobre wyniki. Był autorytetem kilku dzieciaków w Polsce czy nawet na świecie i nie ciążyła mu ta rola. Ci, którzy go nie znali, a tylko o nim słyszeli mówili różne rzeczy. Miał wszak powagę, wpływ, znaczenie, mówili człowiek instytucja, arbiter, znawca, wyrocznia, mistrz, może nawet bożyszcze albo idol? Potrafił bowiem coś, czego nie potrafili inni - był szczery w tym co robił.

Po świecie chodzą różni kozacy, ale on był jednym z większych. Był nieujarzmioną naturą. Łączył w sobie ziemię i powietrze, ogień i wodę, zmęczenie i odpoczynek. Ale te siły walczyły w nim nieustannie, nawet wtedy, kiedy tego nie chciał...

W jego życiu dominował spontan. Choć w gruncie rzeczy wszystko miał doskonale uporządkowane. Jedynie dla niezorientowanych jawiło się to jako chaos niezmierny.

Był symbolem niezależności i buntu w świecie zasad. Buntu, który czasem jednak zwyciężał. Na świecie było wielu pozorantów, którzy udawali takich jak on. Udawali, że potrafią podejść do życia z dystansem, a w brutalnej rzeczywistości nie radzili sobie wcale. Bali się każdego ważnego kroku, a działać trzeba szybko. A on robił to, czego nie potrafiła reszta. Potrafił uśmiechać się w każdej sytuacji - sprostać tym wymaganiom, które przynosił los. Bo nie można czerpać z życia pełnymi garściami - świat nam na to nie pozwoli. Nie można też brać nie dając nic w zamian. Są zasady, których przekraczać nie wolno...

Sport miał we krwi jak orzeł latanie albo gepard bieganie. Ale czasem bał się tego swojego talentu. Ciągle szedł pod wiatr, deszcz, śnieg czy grad, aby zbliżyć się choć trochę do celu. A cel był jasny...

W końcu się zmienił. Miał oczy, które utraciły dawny blask. Znalazł się na zakręcie życia. Zaczął wierzyć w przeznaczenie, w sens tego wszystkiego. Trzeba czasem coś w życiu zmienić, żeby wiedzieć, że żyje się dalej. Stwierdził, że chce stać się prawdziwym człowiekiem i jeszcze prawdziwszym sportowcem. Dlatego zaczął działać jak robot. Jak sprawny automat, który nie myśli, tylko trenuje. Postanowił nie tyle wrócić do tego lepszego świata, co raczej zrobić jeszcze duży krok w przód. Odnosił wrażenie, że dzieje się z nim coś niedobrego, ale jego natura dała się ujarzmić. Był wreszcie przykładny, zorganizowany, poważny, przezorny i uczesany. Zgadzał się na wszystko, chodził gdzie chcieli. Zmienił się diametralnie, i przyrzekał solennie. Był potulny, przytakiwał każdemu, bezdyskusyjnie, ponieważ oni wiedzieli, co robić, a skoro wiedzieli, to on z nimi nie dyskutował.

I ci wszyscy ludzie o smutnych twarzach byli zadowoleni. Gdzieniegdzie zapomniano o człowieku, który uprawiał śmieszny zawód sportowca. Inni opowiadali, że bardzo się zmienił. A on zaczął realizować te dziesiątki postanowień: jak się przemienić, jak przekształcić siebie na lepsze? Bo zawsze można zacząć od początku. Spełniać ten idealny sen, w którym wszystko było piękne. Ta doskonałość to taki odległy punkt na horyzoncie, do którego musimy dążyć, który przyciąga, lecz im bliżej jesteśmy, on ciągle umyka. Ale wyznacza nam kierunek, do którego trzeba sięgać. I choć nie czytał podpowiedzi na internetowym forum, nie słuchał rad od tych wszystkich mądrych, co wiele w życiu przeszli, wiedział co ma robić.
Posłuchał tylko swojego serca.

Przegrana w uczciwych zawodach nie przynosi ujmy. Przynosi ją poddanie się jeszcze przed startem. Nie zrobienie niczego, żeby pozbierać się z tych kawałków. A wygrywają ci, którzy ciągle podnoszą się i walczą. Wstają i idą dalej. Bo w życiu przychodzi taki moment, że trzeba zdjąć sportowy strój i żyć. Tak po prostu – zwyczajnie żyć!

 i

środa, 16 listopada 2011

Witam po długiej przerwie, dość regularnie udzielałem się na mojej sportowej stronie, lecz powoli wracam i tutaj, bo wiele ważnych rzeczy u mnie się dzieje, więc postaram się zainteresowanych o tym poinformować. Na początek kilka zdjęć z Uniwersjady, gdzie w sierpniu tego roku reprezentowałem nasz kraj i uczelnię AWF Kraków w chodzie na 20km. (Zdjęcia z zawodów autorstwa dra Tomasza Mikulskiego, a pozostałe mojego). Już niebawem kolejne wieści!!

Trasa naszych zawodów przed startem...


Moje zmagania z ludźmi i z czasem...

 


Drugi z Polaków - Łukasz Nowak podczas zawodów.


Moje zmęczenie widziane z bliska


'China Town' ;)


Fragment uniwersjadowej wioski


A tu gdzieś mieszkaliśmy


Stadion w Shenzen


...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13