Moje nieustanne poszukiwanie Olimpijskiego szlaku
czwartek, 31 lipca 2008

Nazywam się Jakub Jelonek. Od kilkunastu lat trenuję lekkoatletykę, a dokładniej chód sportowy, a sport od zawsze był obecny w moim życiu. Odnosiłem większe lub mniejsze sukcesy, zawsze dążąc do ambitnych celów w mojej karierze sportowej. Startowałem dwukrotnie na Igrzyskach Olimpijskich - w Pekinie i w Rio de Janeiro, zdobyłem dwa medale Pucharu Europy (indywidualnie i drużynowo), byłem też 7. na Mistrzostwach Europy w Barcelonie w 2010r. Mam w swoim dorobku kilkanaście medali mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Ciągle startuję i poprawiam te wyniki, by powalczyć jeszcze o medal w Tokio 2020r. 

Ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie, jestem magistrem Wychowania Fizycznego, a obecnie piszę pracę doktorską na tej uczelni. Jestem naukowcem, który bada, jak przekraczać granice ludzkich możliwości w sporcie, poznaję tajniki fizjologii, dietetyki, treningu i szeroko pojętego sportu. Jestem też nauczycielem akademickim - od 6 lat pracuję na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, gdzie prowadzę zajęcia ze studentami na kierunkach: Wychowanie Fizyczne, Turystyka i Rekreacja oraz Fizjoterapia. 

Zamiłowanie do poznania granic własnych możliwości doprowadziło mnie niezwykłej dociekliwości na temat ludzkiej fizjologii oraz metod treningowych, stosowanych w wielu dyscyplinach sportowych. Prywatnie od zawsze interesuję się nowymi technologiami, zarówno na poziomie konsumenta, jak i twórcy przeróżnych rozwiązań. Szczególnie ważne jest dla mnie wykorzystywanie w praktyce nabytych informacji.


Pracuję też jako dziennikarz sportowy, dzieląc się z czytelnikami moją dotychczasową wiedzą i doświadczeniem. Współpracowałem z portalem poświęconym bieganiu w Polsce – bieganie.pl, a także regularnie piszę artykuły dla wielu magazynów w wersji papierowej i elektronicznej m. in. dla Magazynu Bieganie, Magazynu Trenera, Focusa, Championa i innych. Od 2008 roku piszę regularnie mojego bloga (którego włąśnie czytanicie ;), na którym dzielę się moimi spostrzeżeniami na wiele tematów, nie tylko sportowych.

Zapraszam też do współpracy związanej z moim blogiem, wszelkich szczegółów udzielam przez mój e-mail.

Od kilku lat jestem trenerem, przygotowując moich zawodników - zarówno wyczynowców startujących w oficjalnych zawodach lekkoatletycznych, ale i robiących to dla siebie, dla zdrowia, odchudzających się albo szykujących się do biegów ulicznych, przełajowych czy popularnych biegów z przeszkodami, takich jak np. Runmageddon czy Spartan Race. Jeśli chodzi o moje kwalifikacje, to posiadam uprawnienia trenera lekkiej atletyki Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, odbyłem też kursy prowadzony przez Akademię Trenerską przy Ministerstwie Sportu dla zaplecza kadry narodowej. Brałem też udział w szkoleniu IFM SUMMIT, który prowadził sam Kelly Starrett. 

Jeśli chcesz ze mną współpracować – zapytaj mnie o taką możliwość przez e-mail: kuba@bieganie.pl

Bardzo lubię podróżować - zwiedziłem już 5 kontynentów i wiem, że to jeszcze nie koniec. Układam także kostkę Rubika na czas, w wolnych chwilach żongluję (ale nie jednocześnie :). Lubię fotografowanie, muzykę i dobre kino. Nałogowo czytam książki (biorę udział w 52 book challenge, polegającym na przeczytaniu jednej książki tygodniowo w roku, o czym piszę co jakiś czas na blogu). 

Ciągle wierzę, że to dopiero początek w odkrywaniu kolejnych szczebli sportowej kariery, jak i w szukaniu kolejnych wyzwań. Zawsze podchodzę na 100% do tego, co robię. Najważniejsze jest to, co ciągle przed nami. Jestem typem wizjonera i człowieka z pasją, który stara się urzeczywistniać swoje marzenia i plany, bo to one nakręcają mnie w życiu! 

London 2017Gonię świat (fot. Stefano De Vito)

Ostatni dzień obozu w Spale mignął niczym flesz w pewnym aparacie Canona. Nie mogę się pozbierać, jeszcze dużo punktów w moim planie na najbliższe godziny, a czasu coraz mniej. Jutro jak zwykle śniadanko o 8, poranny trening o 9, następnie spakowanie reszty mych rzeczy, o 12 obiadek i 12.30 wyjazd do Warszawy. Zostawimy rzeczy w hotelu, o 17 Ślubowanie olimpijskie (trzeba wypróbować stroje, czy wszystko dobrze leży). I znów kolejny dzień cały zaplanowany.
Dziś także nie narzekałem na nudy, dobrze, że wszystko praktycznie się udało. Wspomnę tu kilka faktów, które ostatnio wpłynęły na me odczucia.
Odbierając sprzęt olimpijski, oczywiście zaraz po przylocie z Font Romeu, nie mieliśmy czasu za wiele. A to prowadzi czasem do niespodzianek. Nie chcąc trzymać ludzi zbyt długo w pracy w niedziele (kilka krawcowych i panów w magazynie, których gorąco tu pozdrawiam i dziękuję za wszelką pomoc), więc pojechaliśmy prosto z lotniska taksówką na Torwar. Sprzęt przygotowany, wystarczyło tylko przymierzyć kilka rzeczy, w moim przypadku skrócić trochę rękawy marynarki. A reszta pasowała idealnie. Szkoda, że nie było walizek, ale o tym potem. Wracając do przymierzania, powiedziano mi, iż wystarczy sprawdzić tylko jedne buty od garnituru, a drugie są takie same (były jasne i ciemnie). I tak zrobiłem. I jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy po powrocie do pokoju zorientowałem się, że drugie buty mam oba PRAWE. I założyć się obu nie da. Może chociaż dobrze, że nie dwa lewe. :-) 
Dziś właśnie załatwiono nam transport po walizki, których wcześniej nie było, i buty także mi wymieniono, więc już wszystko szczęśliwie mam. Zapomniałem także z domu niezwykle istotnych okularów na start, bez nich nie wyobrażam sobie zawodów, ale i dzisiaj przyszła przesyłka kurierska i wszystko jest. Mój kolega Rafał Augustyn dowiózł mi również buty, w których może wystartuję w Pekinie, tak więc sprzęt chyba już cały mam.
Wczorajszy trening również napawa optymizmem, prędkości na treningu tempowym 10x1000 całkiem całkiem, pomiar zakwaszenia we krwi także dobrze rokujący. A i wyniki badań krwi nie pozwalają przypuszczać, aby coś działo się złego. Nie mam prawa się niepokoić. Najbardziej boję się tej aklimatyzacji. Czy dobrym pomysłem było jechać tak wcześnie do wioski olimpijskiej? Większość sportowców ucieka z niej do państw sąsiednich, i przylatuje przed startem, ale o tym to inni zadecydowali o tym za nas… Cóż, powoli zaczyna się czas próby nas wszystkich, szykujących się do tego startu lat wiele. Oby było dla nas jak najlepiej…


A oto zdjęcia w olimpijskich strojach:

W strojuoto ja?

 

22:40, yellon , Felietony
Link
środa, 30 lipca 2008

Ostatnio więcej niż zwykle trzeba poświęcić na spotkanie z tzw. „czwartą władzą”, czyli przedstawicielami mediów. Wczoraj dłuższą rozmowę odbyłem z dziennikarzem Gazety Wyborczej z Krakowa, a dziś spotkaliśmy się również z krakowskimi mediami, tym razem z TV.
Drugi dzień obozu zaskoczył nas porannym spotkaniem z przedstawicielami telewizji TVN, którzy gościli na naszym pierwszym treningu. Panowie radzili, żebyśmy starali się ich nie zauważać, a oni nakręcą materiał, ale zawsze jakoś ta obecność rozprasza. Mocny trening robię dzisiaj popołudniem, więc był czas na spokojny trening i spotkanie z okiem kamery.


Rzekłbym, że media to dzisiaj główne narzędzie popularności i zainteresowania, więc jak by nie było potrzeba jest wszelkiej promocji. To media wpływają na świadomość, kształtują ją. Wielka szkoda, że w Polsce brakuje odpowiedniej promocji mojej dyscypliny: mityngi lekkoatletyczne nie mają siły przebicia, brakuje odpowiednich relacji co powoduje marginalizację lekkiej atletyki, która jest przecież królową sportu (od niej wywodzą się inne dyscypliny). Może rozwiązaniem byłoby lepsze transmitowanie zawodów lekkoatletycznych, bo wszędzie wdzierają się coraz to nowsze narzędzia przekazu. Oby poszło to w dobrym kierunku, bo brak jest przez to sponsorów, kluby lekkoatletyczne upadają, szkolenie też szwankuje. Więc trzeba uświadamiać ludzi o pięknie szeroko pojętego sportu, nie tylko piłki kopanej czy gier zespołowych. Bo od świadomości i wszechstronności wiele zależy. Miejmy nadzieję, że czas Igrzysk Olimpijskich, gdzie jak powiedział prezes PKOl, medal w grach zespołowych waży tyle samo co indywidualny, przekona co poniektórych, że cały sport jest wspaniały…

11:24, yellon , Felietony
Link
poniedziałek, 28 lipca 2008

Od kiedy przylecieliśmy, ciągle pozostaje nam wiele spraw do załatwienia. Nie mogę narzekać na brak zajęć, a wręcz na ich nadmiar. Nie mam nawet czasu napisać na spokojnie, co i jak u mnie. :P  Napiszę jedynie krótko, że w miarę sprawnie odebraliśmy olimpijski sprzęt, zaskoczyło nas, że było go tak dużo, ale od przybytku głowa nie boli! Lecz ciężko było się zabrać. Po nocy w Warszawie, jeszcze kilka spraw w PZLA (choć część udało się załatwić;), podróż do Częstochowy, trening, normalny obiadek:))) i jutro do Spały. Powrzucam kiedyś jakieś foty, na razie przedstawiam olimpijski ręcznik:D
A na obozie może będzie więcej czasu, to napiszę szerzej. Hej!

 

sobota, 26 lipca 2008

Dobiega końca mój drugi obóz w warunkach hipoksji. Przetrwałem go dużo lepiej niż pierwszy (RPA w styczniu tego roku), samopoczucie było tu o niebo lepsze. Mam nadzieję, iż jest to wynikiem poprawy poziomu wytrenowania i że forma tu zdobyta zaprocentuje wysokim miejscem na Igrzyskach. Jutro przelot z Barcelony do Warszawy, tam nocleg, odebranie olimpijskiego sprzętu i podróż do domu. Liczę na to, że wszystko odbędzie się bezproblemowo. Bo i czas trzeba spożytkować odpowiednio, gdyż wiele spraw do załatwienia, a w Polsce kilka dni zaledwie, z tego 2 w Warszawie, jeden (nawet nie cały chyba) w Częstochowie, a reszta na obozie w Spale. A tu trzeba jeszcze wykonać kilka niezwykle istotnych treningów, między nimi odpowiednio wypocząć, słowem nie zaniedbać się, aby nie stracić tej pracy, którąż wykonałem wcześniej. Tu na obozie czas uporządkowany mamy, harmonogram dnia ciągle podobny, oby i po powrocie dało się wszystko sprawnie zaplanować i wykonać. Obóz w Font Romeu był udany, nie spodziewałem się, że zniosę dobrze ciężkie treningi, choć nie powiem, żeby było lekko. Samo przebywanie na dużej wysokości jest męczące, a co dopiero mocny trening. Był to chyba mój najdłuższy obóz w życiu (choć tylko o kilka dni), więc wyjątkowość jakąś posiadał. Cieszę się też z mojego nastawienia bojowego, które nastało w mej głowie, trenowaliśmy z światową czołówką, a to również motywuje (zawsze lepiej porównywać się z lepszymi od siebie). Brakło trochę atmosfery wśród „swoich”, bo niektórym chyba w przedolimpijskiej gorączce brakło odporności psychicznej… Lecz to wszystko już minęło, czas teraz na kolejne dni, co przyniosą - zobaczymy. Pewnym jest, że koleją wiadomość tutaj napiszę już z Polski…

21:06, yellon , Felietony
Link
czwartek, 24 lipca 2008

Od wczoraj jestem posiadaczem nowego nabytku, o którym myślałem już od jakiegoś czasu. A mowa tu o nowiutkim aparacie fotograficznym, który mam nadzieję będzie mi służył jak najdłużej, a przede wszystkim robił piękne zdjęcia. A jak to mówią, nie sprzęt, a umiejętności się liczą, więc wprawy muszę nabrać i obycia z tą lustrzanką. Nie będę się tu rozwodził nad specyfikacją techniczną, bo i po co, napiszę jedynie, że twór ten jest firmy Canon i w tym roku jego premiera była. I muszę się przyznać, że wydałem całą moją wygraną z zawodów w Alytusie na Litwie (i jeszcze trochę dorzuciłem:), więc spożytkowałem trochę ten wysiłek. Mam też nadzieję, że i Wy odczujecie to kupno, jeśli dodam tu i ówdzie zdjęcia moje. Muszę jeszcze dodać, że powoli pragnę rozkręcać tego bloga i mam nadzieję, że wkrótce wiele będzie tu o mnie nowości (i fotki najświeższe), ale dopóki rzecz ta nie nabierze względnej ogłady, to chwalił się tym nie będę. Co z tego wyjdzie - zobaczymy.
I czas już mnie nagli, bo trening sam się nie zrobi :)

23:56, yellon , Felietony
Link
niedziela, 20 lipca 2008

Co by było gdyby...
Gdybym nie przygotowywał się teraz we Francji, a przebywał w Częstochowie, na pewno odwiedziłbym dziś "Jurajskie lato filmowe", które rok rocznie odbywa się w Złotym Potoku koło Częstochowy. Impreza, która obchodzi w tym roku swój jubileusz, to wspaniałe święto kina. I tak przez 4 dni można bezpłatnie cieszyć się królestwem dziesiątej muzy. Filmy zawsze będą lepsze i gorsze, zależnie od corocznego poziomu kinematograficznego (choć w tym roku w pierwszy dzień wyświetlano filmy wybrane wcześniej przez publikę). Samo wydarzenie ma swój specyficzny klimat, otóż wszyscy zgromadzeni są na polanie pomiędzy lasem i stawem Amerykan i odnosi się wrażenie, że większość ludzi pragnie jedynie spotkać się w miłym towarzystwie, niż filmy zobaczyć, ale wiadomym jest, że to kino plenerowe tylko. I praktycznie co roku deszcz tam pada. :) Ale ludzi zawsze full. Dziś z programu wyczytałem, iż grają filmy:

Asterix na olimpiadzie
Nie kłam kochanie
1408

Widziałem z nich tylko ten ostatni, lecz nie żałuję, że jestem gdzie jestem. Lato filmowe będzie zapewne za rok znowu. Filmy obejrzę sobie na DVD. A Igrzyska Olimpijskie w Pekinie już się nie powtórzą...

 

21:25, yellon
Link
 
1 , 2
stat4u