Moje nieustanne poszukiwanie Olimpijskiego szlaku

Pozasportowe

niedziela, 17 stycznia 2016
Po raz kolejny przedstawiam listę moich najnowszych artykułów, gdyby ktoś był nimi zainteresowany, to zapraszam do lektury.
niedziela, 05 kwietnia 2015

Wszystkim Wam życzę z całego serca zdrowych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych, dobrego odpoczynku od dnia codziennego, samych szczęśliwych chwil i oczywiście mokrego dyngusa życzy Kuba Jelonek!

wtorek, 13 stycznia 2015

Początek roku to dobra okazja do podsumowań i planów na przyszłość. W moim przypadku ciężko o jakieś solidne podsumowania, bo ubiegły sezon miałem zupełnie nieudany, więc nie mam nawet do czego sięgać pamięcią. Postaram się jednak napisać w skrócie jakie były moje usilne starania, a na koniec jakie mam plany na kolejny rok.

W ubiegłym roku nie udało mi się ani razu ukończyć dystansu 20km na zawodach. Pomimo, że na treningu robiłem nawet klasę mistrzowską, na zawodach ciążyła na mnie jakaś klątwa i za każdym razem coś stało na przeszkodzie w uzyskaniu wyniku na miarę moich oczekiwań.

Po sezonie halowym, w którym startowałem dość sporo (na początek w Samarze, później w Wiedniu i na koniec w Halowych Mistrzostwach Polski w Sopocie) nic nie zapowiadało, że dalej będzie tylko gorzej. W pierwszym moim starcie odnowiła się  kontuzja mięśnia dwugłowego uda, a w efekcie zostałem zdyskwalifikowany przez sędziów w Lugano w Szwajcarii. Myślałem, że najgorsze mam za sobą. Ale nie. Następnie wystartowałem w Zaniemyślu, gdzie również musiałem wycofać się, bo noga bolała mnie tak, że nie miałem już jak kontynuować tego startu. Zrobiłem sobie prawie 6 tygodni całkowitej przerwy, byłem w Łodzi na zabiegu ostrzyknięcia mięśnia i rozpocząłem spokojne treningi. Trenowałem bardzo ciężko, aby spróbować swoich sił na Litwie. Niestety i tam nie ukończyłem zawodów, noga już tak bardzo nie bolała, ale sędziom nie podobała się moja technika i zostałem zdjęty z trasy. Startowałem jeszcze w Mikołowie i Katowicach na krótszych dystansach. Ostatniej szansy walki o wartościowy wynik podjąłem się na Mistrzostwach Polski Seniorów w Szczecinie, ale i tu sędziowie nie dali mi szansy ukończyć dystansu.
 
Następnie zrobiłem sobie przerwę, by wystartować jeszcze bez żadnego ciśnienia na jesień. Spróbowałem swoich sił na dystansie 10km. W Rosji zawodów nie ukończyłem, a w Katowicach zająłem dobre, piąte miejsce. Na koniec udałem się jeszcze do Chin na 4-dniowy Tour, który ukończyłem na 37 miejscu, a więc w połowie stawki.

Sezon ten utwierdził mnie w przekonaniu, że jeśli nie mam pełnego zdrowia nie ma sensu trenować, bo i tak na zawodach nie przynosi to efektu. Kiedy na mistrzostwach Europy w Barcelonie osiągałem 7 miejsce, walczyłem bez problemu z najlepszymi na Starym kontynencie. W roku kolejnym zdobyłem srebrny medal na Pucharze Europy. W roku olimpijskim zrobiłem życiówkę na 20km i 10km, a rok później zdobyłem 2 miejsce w IAAF Race Walking Challenge'u w Sesto San Giovanni, pokonując m. in. Yusuke Suzukiego (który w ubiegłych 2 latach był liderem światowych tabel) i Dana Bird-Smitha (który prawie wygrał 4-dniowy tour w Chinach). Widać, że wszyscy przez ostatnie lata poczynili progres, a moje wyniki zatrzymały się w miejscu. Czas zrobić krok do przodu, minąć ten most, wrócić z dalekiej podróży, bo ileż może trwać moje pechowe fatum?

Teraz rozpoczynam kolejne przygotowania. To już mój kolejny sezon przygotowawczy, inny niż wszystkie, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Nie poddaję się jednak, trening sprawia mi ciągle wiele rajcunku, a nowe wyzwania pozwalają przetrwać codzienną monotonię. O moich przygotowaniach i przemyśleniach jak zwykle będę informował na tejże stronie.

Ten sezon to dla mnie przede wszystkim sprawdzian mojej pracy nad techniką. Niestety nie mogę tak jak inni zawodnicy po prostu wyjść na trening i zrobić to, co zaplanowane. Na każdym treningu moje myśli są skupione na mojej technice. Staram się poprawiać wszelkie przyruchy, kontrolować ekonomikę, pracować nad każdym elementem motorycznym. Zauważam już pewne prawidłowości. W treningu chodziarza najgorsze to robić tylko długie, spokojne treningi. Jeśli nie wprowadzimy szybszych odcinków, np. rytmów albo interwałów, technika od razu się psuje. Największe korzyści zauważam w pracy nad moją techniką dzięki poprawie sprawności, eliminowaniu przykurczy, ale przede wszystkim szybkim odcinkom, które poprawiają ekonomię i płynność ruchów. Nie można o tym zapomnieć. O moich kolejnych spostrzeżeniach będę na bieżąco informował. 

poniedziałek, 05 stycznia 2015

Zaczął się kolejny rok, więc należy postanowić sobie kilka rzeczy do zrobienia i ostro zabrać się do dzieła. Uważam, że noworoczne postanowienia to świetna sprawa, bo sam zauważyłem, że udało mi się tak kilka rzeczy zrobić w moim życiu. Jak co roku postanawiam więc sobie kilka rzeczy z okazji Nowego Roku. A Wy?

Tym razem oprócz kilku kwestii sportowych planuję również wziąć udział w zwiększeniu liczby czytanych przeze mnie książek. W internecie powstała dość popularna akcja czytania jednej książki w ciągu tygodnia w tym roku (więcej o akcji np. tutaj). Podobną deklarację złożył też Mark Zuckerberg (to ten od Facebooka). Niestety statystyki nie są najlepsze. Z badań Biblioteki Narodowej wynika, że w 2012 roku niemal 61 proc. Polaków nie sięgnęło po choćby jedną książkę. A ci, którzy przeczytali siedem lub więcej książek w ciągu roku, to tylko 11 proc. badanych. Weźmy się więc do czytania!

 Mnie to nie rusza, bo już od jakichś dwóch lat czytam zdecydowanie więcej niż jedną książkę na tydzień (dorzucam do tego jeszcze audiobooki słuchane na treningach). Nie zamierzam z tej akcji robić też ilościówki, to znaczy czytać coś na siłę, albo kończyć książkę, która mi się nie podoba. Jeżeli nie będę miał czasu, to zrobię sobie przerwę, ale jak znam siebie to potem trafię na fajną książkę i przeczytam ją w jeden dzień. I szybko nadgonię statystykę. Jako rozwijający się dziennikarz i naukowiec czytam również sporo książek tematycznych i naukowych, aby lepiej przygotować się do pracy. Współpracuję również z jednym z krakowskich wydawnictw (Sine Qua Non), które wysyła mi od czasu do czasu swoje książki. Postaram się w tym roku podzielić z Wami książkami, które uważam za wartościowe i warte uwagi. Może to zachęci kogoś do przeczytania choćby jednej lektury (więcej:) w ciągu najbliższego roku?

Oprócz tego dorzucę również kilka recenzji filmów, które zdarza mi się oglądać. Byłem drugiego stycznia na premierze filmu „Niezłomny” („Unbroken”) w reżyserii Angeliny Jolie. I o tym chciałbym dzisiaj jeszcze napisać. Otóż film był bardzo dobry, ale pozostawił we mnie lekki niedosyt. Oczywiście jako sportowiec liczyłbym na więcej scen o sporcie, może żmudnego treningu, przełamywania ludzkich słabości. Te sceny reżyserka szybko przeskakuje w filmie. Brak też zupełnie życia bohatera po wojnie (np. jego walki z alkoholizmem). Oglądałem wiele filmów biograficznych o znanych sportowcach (w archiwum strony bieganie.pl czeka w kolejce mój artykuł o filmach o bieganiu) i choć może ich historie nie były tak dramatyczne jak ta Louisa Zamperiniego, ale myślę, że scenariusz mógłby być trochę lepszy (tym bardziej, że współtworzony przez świetnych braci Coehn). Co nie umniejsza faktu, że film zrobił na mnie niebagatelne wrażenie. Kilka scen wgniatało w fotel, wiele razy dreszcz przechodził po plechach, a efekty specjalne były na najwyższym poziomie. Sportowo zaś, może jako znawcy ciężko byłoby mi się emocjonować scenami biegów, ale dla laika myślę, że mogły się podobać. Zabrakło mi również jakiejś lepszej chronologii, bo można się było momentami pogubić we wspomnieniach „Zampa”. W filmie poznajemy w skrócie trudny charakter włoskiego imigranta, jego sukcesy sportowe i kształtowanie tytułowej „niezłomności” przez przeróżne sytuacje życiowe. Według mnie Jolie za bardzo skupiła się na wojennej męce głównego bohatera, a zabrakło tego, co ważniejsze. Dialogi są więc dość płytkie, i brakuje jakiegoś głębszego przesłania niektórych scen. Daję mu solidną ósemkę (w dziesięciostopniowej skali) i polecam, choć film ma delikatne braki.

Swoją drogą zastanawiam się, czemu w Polsce nie mamy żadnych filmów o naszych wielkich sportowcach. Można by przecież nakręcić świetny film o Kusocińskim czy Bronku Malinowskim…

Oto trailer filmu:



stat4u