Moje nieustanne poszukiwanie Olimpijskiego szlaku
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

Dzień drugi upłynął nam pod znakiem smogu, bo to chyba on rzucił mi się najbardziej w oczy. A raczej zasłonił przed mym wzrokiem wiele z otaczającego mnie świata…

 

Smog

 

Smog w wiosce olimpijskiej...

Wrócę może do pierwszej nocy, bo jak to po przestawieniu czasu, nie mogła być spokojna. Mimo melatoninki, 3 razy się przebudziłem: raz rozdzwonił się telefon (nieprofesjonalnie go zapomniałem wyłączyć), drugi raz złapał mnie skurcz (bardzo niesportowo się zachowałem wypijając wczoraj te dwie kole) i raz jeszcze.
Rano śniadanie, okazało się, że stołówka koło nas jest czynna od 10, więc musieliśmy targać aż do tej dużej, więc na trening o 9 trochę się spóźniliśmy z Rafałem.
Trening już cięższy, bo i kilometrów więcej, i samopoczucie jakoś gorsze (trochę ten smog popsuł nasze humory:/). Wioska również tętni życiem, cały czas Chńczycy coś jeszcze poprawiają, coś szykują. Choć na moje oko to już się wydaje gotowe.

Po treningu pojechaliśmy na krótką wycieczkę na plac , gdzie ponoć non stop jest z 1000 tajniaków. Porobiliśmy trochę fotek, i wracaliśmy. Jako, że z powrotem jechaliśmy metrem i autobusem (linia metra 1 a później 5, bus nr 7), więc jest szansa wrócić samemu jak bym się zgubił.
Z opowieści innych słyszę, że miasto całkiem odnowione, nowe drogi, pełno kwiatów, zieleni, i wiele strachu w oczach przeciętnych pekińczyków.

 

Na placu

 

Na placu Tian'anmen.



Wieczorem mieliśmy spotkanie organizacyjne w nasza Olimpijską Misją, brakło tylko piłkarzy ręcznych, którzy akurat wieczorem mieli kontrolę antydopingową (czyli w tym czasie pewno sikali: ). No i ekipa powoli nam się kompletuje, jest już pan Radwański z córką: ), jutro przylatują siatkarze. W środę ma odbyć się tutaj ślubowanie, m.in. dla nich, i tych, którzy jeszcze nie przysięgali czynić wszystko, co trzeba dla dobra polskiego sportu. Myślę, że i ja tam się pojawię, z ciekawości :D

 

Maskotki

 

Maskotki się przebiły przez smog...
niedziela, 03 sierpnia 2008
Nareszcie nadeszła ta chwila, że mam kilka minut, aby coś napisać. Ciężko się jeszcze przestawić na czas pekiński, u mnie już się ściemnia, a w Polsce pewno pełnia dnia. Podróż minęła mi dość szybko, nasz klubowy kolega Marcin Nowak (pobiegnie w sztafecie 4x100) ma dzisiaj urodziny, więc cały samolot zjednoczył się w zaśpiewaniu mu uroczystego "Sto-lat". Cała podróż była bardzo uroczysta, cieszę się, że już mogę na spokojnie zająć się ostatnimi szlifami formy. Byłem na krótkim treningu, upałów strasznych nie było (choć o 17 już powoli dzień szarzał, więc nie wiadomo). Zakwaszenie krwi tylko 1.5mmol, więc bardzo dobre. Zobaczymy jak będzie dalej.

Są z nami siatkarki, wracając pół godziny temu z treningu mijałem piłkarzy ręcznych. Wszyscy się tu wspieramy, atmosfera bardzo dobra. Dziękuję także naszym opiekunom z PKOl za wszelką pomoc, bo łatwo się tu zagubić w gąszczu dziwnych sytuacji:). Napiszę coś jeszcze wieczorem, i dodam jakieś zdjęcia, teraz pędzę na kolację - muszę pilnować godzin, aby mój zegar biologiczny przestawił się do chińskich warunków. Więc tymczasem…

 

Tak więc jestem, ciężko trochę się tu połączyć z globalną siecią www (a może to gospodarze rozłączają od czasu do czasu?). Nie będę rozpisywał się nad szczegółami spraw mnie nurtujących, na to przyjdzie czas jeszcze, obecnie cel tylko jeden i fajnie skupić się tylko na sporcie i porzucić niepotrzebne myśli...
Mimo, że w Polsce dopiero popołudnie, u mnie już ciemno całkiem i muszę rozkazać mojemu organizmowi, aby w sen się wybrał... Wrzucam kilka obiecanych fotek:

To tutaj będę rozpoczynał i kończył mój wyścig 16 sierpnia:

gniazdo ptasie

Ostatnie chwile przed odlotem. Poznajecie kogoś?

Przed odlotem

... i na koniec widoczek po drodze z autokaru.

 

Widoczek po drodze

 

13:08, yellon , Felietony
Link
sobota, 02 sierpnia 2008

Już nie ostatnie godziny, ale chyba minuty przed wyprawą do Chińczyków przed nami. Po śniadaniu udaliśmy się na luźny trening, czas na dopakowanie ostatnich rzeczy, a następnie autokarami dojedziemy na lotnisko. Coś niełatwo było zasnąć ostatniej nocy, mam nadzieję, że odeśpię w samolocie - w końcu długi lot przed nami, i jeszcze zmiana stref czasowych (a przy okazji klimatu). Plus dodatkowy mamy problem, bo trener nie ma miejsca w wiosce przez jakieś błędy organizacyjne, ale może jakoś się odkręci ten bałagan. Bądźmy dobrej myśli. Narazie już czas na mnie, bo jeszcze kilka chwil pozostało, abym nie zapomniał czegoś.

 

 

w tle

 

Na ślubowaniu. Jestem drugi od prawej:) zdjęcie: pkol.pl

piątek, 01 sierpnia 2008

Ostatnie godziny

Ostatnie godziny na polskiej ziemi zostały mi przed odlotem do stolicy Chin. Godziny niezwykle obfitujące w wydarzenia, gdyż pozałatwiać trzeba trochę, zachowując jednocześnie psychiczny spokój. Przyjechaliśmy dziś z obozu w Spale, zostawiliśmy rzeczy, szybko zmieniłem ciuszki na olimpijskie garnitury, i od razu na ślubowanie do Centrum Olimpijskiego. W moim przypadku nie obyło się bez niespodzianek. Otóż na windę czekałem jakieś dobre 10 minut, i oczywiście spóźniłem się na autokar, który zawoził olimpijczyków do Centrum. Nie byłem jednak sam, wraz z trenerem Marka Plawgi, Janem Widerą, taksówką hotelową dotarliśmy na miejsce. Podobnie jak z dojazdem do Warszawy, i tym razem większość drogi staliśmy w korkach (z powodu uroczystości związanych z rocznicą obchodów Wybuchu Powstania Warszawskiego, którą czczono o tej samej godzinie, o której my rozpoczynaliśmy naszą uroczystość).
Sam przebieg Ślubowania wzruszający i bardzo miły, odebraliśmy „piąte kółka olimpijskie”, symbolizujące naszą nominację, oraz przysięgaliśmy być godnymi reprezentantami. Później wiele wywiadów, powrót do hotelu H., kolacja i teraz tu siedzę: ) Jutro rano po śniadanku krótki trening, ok. 11 autokary zawiozą nas na lotnisko i polecim już prosto do Pekinu. Jadą z nami władze PKOl, więc powinno być sprawnie i bez przeszkód. Ale niecierpliwię się trochę, bo do startu jeszcze sporo. Oby dotrzymać formę. Jeden z dziennikarzy Polskiego Radia powiedział mi dzisiaj, że przedwczoraj Robert Korzeniowski powiedział, że liczy na pozytywną niespodziankę z mojej strony. Obym go zaskoczył. I innych też! : )

A na koniec oglądaliśmy teledysk, której to piosenki współwykonawczynią jest Monika Pyrek. Chcecie obejrzeć?
(Był jeszcze drugi film, ale nie wiem jak go w youtube wyszukać:P)

22:09, yellon , Felietony
Link
czwartek, 31 lipca 2008

Nazywam się Jakub Jelonek. Od kilkunastu lat trenuję lekkoatletykę, a dokładniej chód sportowy, a sport od zawsze był obecny w moim życiu. Odnosiłem większe lub mniejsze sukcesy, zawsze dążąc do ambitnych celów w mojej karierze sportowej. Startowałem dwukrotnie na Igrzyskach Olimpijskich - w Pekinie i w Rio de Janeiro, zdobyłem dwa medale Pucharu Europy (indywidualnie i drużynowo), byłem też 7. na Mistrzostwach Europy w Barcelonie w 2010r. Mam w swoim dorobku kilkanaście medali mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Ciągle startuję i poprawiam te wyniki, by powalczyć jeszcze o medal w Tokio 2020r. 

Ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie, jestem magistrem Wychowania Fizycznego, a obecnie piszę pracę doktorską na tej uczelni. Jestem naukowcem, który bada, jak przekraczać granice ludzkich możliwości w sporcie, poznaję tajniki fizjologii, dietetyki, treningu i szeroko pojętego sportu. Jestem też nauczycielem akademickim - od 6 lat pracuję na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, gdzie prowadzę zajęcia ze studentami na kierunkach: Wychowanie Fizyczne, Turystyka i Rekreacja oraz Fizjoterapia. 

Zamiłowanie do poznania granic własnych możliwości doprowadziło mnie niezwykłej dociekliwości na temat ludzkiej fizjologii oraz metod treningowych, stosowanych w wielu dyscyplinach sportowych. Prywatnie od zawsze interesuję się nowymi technologiami, zarówno na poziomie konsumenta, jak i twórcy przeróżnych rozwiązań. Szczególnie ważne jest dla mnie wykorzystywanie w praktyce nabytych informacji.


Pracuję też jako dziennikarz sportowy, dzieląc się z czytelnikami moją dotychczasową wiedzą i doświadczeniem. Współpracowałem z portalem poświęconym bieganiu w Polsce – bieganie.pl, a także regularnie piszę artykuły dla wielu magazynów w wersji papierowej i elektronicznej m. in. dla Magazynu Bieganie, Magazynu Trenera, Focusa, Championa i innych. Od 2008 roku piszę regularnie mojego bloga (którego włąśnie czytanicie ;), na którym dzielę się moimi spostrzeżeniami na wiele tematów, nie tylko sportowych.

Zapraszam też do współpracy związanej z moim blogiem, wszelkich szczegółów udzielam przez mój e-mail.

Od kilku lat jestem trenerem, przygotowując moich zawodników - zarówno wyczynowców startujących w oficjalnych zawodach lekkoatletycznych, ale i robiących to dla siebie, dla zdrowia, odchudzających się albo szykujących się do biegów ulicznych, przełajowych czy popularnych biegów z przeszkodami, takich jak np. Runmageddon czy Spartan Race. Jeśli chodzi o moje kwalifikacje, to posiadam uprawnienia trenera lekkiej atletyki Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, odbyłem też kursy prowadzony przez Akademię Trenerską przy Ministerstwie Sportu dla zaplecza kadry narodowej. Brałem też udział w szkoleniu IFM SUMMIT, który prowadził sam Kelly Starrett. 

Jeśli chcesz ze mną współpracować – zapytaj mnie o taką możliwość przez e-mail: kuba@bieganie.pl

Bardzo lubię podróżować - zwiedziłem już 5 kontynentów i wiem, że to jeszcze nie koniec. Układam także kostkę Rubika na czas, w wolnych chwilach żongluję (ale nie jednocześnie :). Lubię fotografowanie, muzykę i dobre kino. Nałogowo czytam książki (biorę udział w 52 book challenge, polegającym na przeczytaniu jednej książki tygodniowo w roku, o czym piszę co jakiś czas na blogu). 

Ciągle wierzę, że to dopiero początek w odkrywaniu kolejnych szczebli sportowej kariery, jak i w szukaniu kolejnych wyzwań. Zawsze podchodzę na 100% do tego, co robię. Najważniejsze jest to, co ciągle przed nami. Jestem typem wizjonera i człowieka z pasją, który stara się urzeczywistniać swoje marzenia i plany, bo to one nakręcają mnie w życiu! 

London 2017Gonię świat (fot. Stefano De Vito)

Ostatni dzień obozu w Spale mignął niczym flesz w pewnym aparacie Canona. Nie mogę się pozbierać, jeszcze dużo punktów w moim planie na najbliższe godziny, a czasu coraz mniej. Jutro jak zwykle śniadanko o 8, poranny trening o 9, następnie spakowanie reszty mych rzeczy, o 12 obiadek i 12.30 wyjazd do Warszawy. Zostawimy rzeczy w hotelu, o 17 Ślubowanie olimpijskie (trzeba wypróbować stroje, czy wszystko dobrze leży). I znów kolejny dzień cały zaplanowany.
Dziś także nie narzekałem na nudy, dobrze, że wszystko praktycznie się udało. Wspomnę tu kilka faktów, które ostatnio wpłynęły na me odczucia.
Odbierając sprzęt olimpijski, oczywiście zaraz po przylocie z Font Romeu, nie mieliśmy czasu za wiele. A to prowadzi czasem do niespodzianek. Nie chcąc trzymać ludzi zbyt długo w pracy w niedziele (kilka krawcowych i panów w magazynie, których gorąco tu pozdrawiam i dziękuję za wszelką pomoc), więc pojechaliśmy prosto z lotniska taksówką na Torwar. Sprzęt przygotowany, wystarczyło tylko przymierzyć kilka rzeczy, w moim przypadku skrócić trochę rękawy marynarki. A reszta pasowała idealnie. Szkoda, że nie było walizek, ale o tym potem. Wracając do przymierzania, powiedziano mi, iż wystarczy sprawdzić tylko jedne buty od garnituru, a drugie są takie same (były jasne i ciemnie). I tak zrobiłem. I jakże wielkie było moje zaskoczenie, gdy po powrocie do pokoju zorientowałem się, że drugie buty mam oba PRAWE. I założyć się obu nie da. Może chociaż dobrze, że nie dwa lewe. :-) 
Dziś właśnie załatwiono nam transport po walizki, których wcześniej nie było, i buty także mi wymieniono, więc już wszystko szczęśliwie mam. Zapomniałem także z domu niezwykle istotnych okularów na start, bez nich nie wyobrażam sobie zawodów, ale i dzisiaj przyszła przesyłka kurierska i wszystko jest. Mój kolega Rafał Augustyn dowiózł mi również buty, w których może wystartuję w Pekinie, tak więc sprzęt chyba już cały mam.
Wczorajszy trening również napawa optymizmem, prędkości na treningu tempowym 10x1000 całkiem całkiem, pomiar zakwaszenia we krwi także dobrze rokujący. A i wyniki badań krwi nie pozwalają przypuszczać, aby coś działo się złego. Nie mam prawa się niepokoić. Najbardziej boję się tej aklimatyzacji. Czy dobrym pomysłem było jechać tak wcześnie do wioski olimpijskiej? Większość sportowców ucieka z niej do państw sąsiednich, i przylatuje przed startem, ale o tym to inni zadecydowali o tym za nas… Cóż, powoli zaczyna się czas próby nas wszystkich, szykujących się do tego startu lat wiele. Oby było dla nas jak najlepiej…


A oto zdjęcia w olimpijskich strojach:

W strojuoto ja?

 

22:40, yellon , Felietony
Link
środa, 30 lipca 2008

Ostatnio więcej niż zwykle trzeba poświęcić na spotkanie z tzw. „czwartą władzą”, czyli przedstawicielami mediów. Wczoraj dłuższą rozmowę odbyłem z dziennikarzem Gazety Wyborczej z Krakowa, a dziś spotkaliśmy się również z krakowskimi mediami, tym razem z TV.
Drugi dzień obozu zaskoczył nas porannym spotkaniem z przedstawicielami telewizji TVN, którzy gościli na naszym pierwszym treningu. Panowie radzili, żebyśmy starali się ich nie zauważać, a oni nakręcą materiał, ale zawsze jakoś ta obecność rozprasza. Mocny trening robię dzisiaj popołudniem, więc był czas na spokojny trening i spotkanie z okiem kamery.


Rzekłbym, że media to dzisiaj główne narzędzie popularności i zainteresowania, więc jak by nie było potrzeba jest wszelkiej promocji. To media wpływają na świadomość, kształtują ją. Wielka szkoda, że w Polsce brakuje odpowiedniej promocji mojej dyscypliny: mityngi lekkoatletyczne nie mają siły przebicia, brakuje odpowiednich relacji co powoduje marginalizację lekkiej atletyki, która jest przecież królową sportu (od niej wywodzą się inne dyscypliny). Może rozwiązaniem byłoby lepsze transmitowanie zawodów lekkoatletycznych, bo wszędzie wdzierają się coraz to nowsze narzędzia przekazu. Oby poszło to w dobrym kierunku, bo brak jest przez to sponsorów, kluby lekkoatletyczne upadają, szkolenie też szwankuje. Więc trzeba uświadamiać ludzi o pięknie szeroko pojętego sportu, nie tylko piłki kopanej czy gier zespołowych. Bo od świadomości i wszechstronności wiele zależy. Miejmy nadzieję, że czas Igrzysk Olimpijskich, gdzie jak powiedział prezes PKOl, medal w grach zespołowych waży tyle samo co indywidualny, przekona co poniektórych, że cały sport jest wspaniały…

11:24, yellon , Felietony
Link
stat4u