Moje nieustanne poszukiwanie Olimpijskiego szlaku
Blog > Komentarze do wpisu

Australia, czyli spełnianie marzeń

Jeszcze kilkanaście lat temu z utęsknieniem wpatrywałem się w kartkę pocztową z Australii wiszącą na lodówce w mieszkaniu w Częstochowie. Nawet nie przypuszczałem wtedy, że będę mógł spędzać zimę w Australii. I to nie raz, ale już drugi rok z rzędu! A zapowiada się, że następna zima też jawi mi się już jako kolejny wyjazd na Antypody. Czyż życie nie jest przewrotne?

Kiedy w na zawodach w Chinach dwa lata temu usłyszałem o możliwości wyjazdu do Australii od Jareda Tallenta, doskonałego chodziarza z tegoż kraju, od samego początku bardzo się zapaliłem do tego pomysłu. Nie byłem jednak nawet pewny, czy uda się wszystko zrealizować i zorganizować. Co prawda sprawdzałem wstępnie bilety lotnicze, pytałem rodzinę i znajomych o różne szczegóły, ale to ciągle były tylko rozważania i delikatne pobąkiwania pod nosem o mojej „podróży życia”. Szalę przeważyło to, że PZLA nie uwzględniło mnie przed sezonem olimpijskim do szkolenia centralnego, co przyspieszyło moją decyzję. Walczyłem o kwalifikację do Rio, a wyjazd do Australii dawał niesamowite możliwości treningu w doskonałych warunkach, nauczenia się czegoś nowego, poznania nowych ludzi. A nawet więcej. Dlatego właśnie, na początku grudnia 2015 r. po raz pierwszy poleciałem „W Nieznane”...

 

Kiedy mój pierwszy wyjazd doszedł do skutku (o czym pisałem regularnie tutaj) od razu myślałem o powrocie do Australii. Rozmawiałem na Skypie z „ludźmi z samej góry”, planowałem, dopinałem szczegóły. Wszystko ułożyło się po mojej myśli. Australijczycy znaleźli fundusze na kolejne badania, zaprosili kolejnych uczestników, a ja ochoczo się do nich zgłosiłem.

Tak jak pisałem, taki wyjazd to niesamowita szansa poprawienia swoich wyników. Nie tylko chodzi o to, że są tam świetne warunki do treningu. Jest grupa, która motywuje cię do ciężkiej pracy na treningu. Przede wszystkim możemy nauczyć się czegoś nowego o diecie: ile właściwie powinniśmy jeść białka, energii, jak układać posiłki w ciągu dnia. Dowiedzieliśmy się też, jak zmienia się dzięki temu nasz skład ciała. Australijski Instytut Sportu to także rewelacyjny ośrodek, przy którym Spała i inne COSy wyglądają bardzo marnie, jakby zatrzymały się w rozwoju ze dwadzieścia lat temu...

Wyprawa ta wpłynęła też na mój rozwój wewnętrzny. Pozytywni ludzie zawsze pomagają w lepszym postrzeganiu świata, a ogólna atmosfera tego kraju nastraja do działania i dalszych planów.  

Nauczyłem się tam naprawdę wielu rzeczy: lepszego podejścia do treningu, regeneracji i do życia w ogóle. Z wieloma rzeczami związanym z treningiem my w Polsce mylimy się od początku, a dopiero pobyt tutaj otworzył  mi oczy na pewne sprawy. To nieoceniona wiedza.

Teraz, kiedy sam mam możliwość wysyłania ludziom kartek pocztowych z Australii mam nadzieję, że i one staną się dla kogoś inspiracją do marzeń, no i oczywiście do działania, by te marzenia spełniać.

Pamiętajcie: Jesteście wyjątkowi! Spełniajcie swoje marzenia! Podążajcie za głosem serca!

poniedziałek, 27 lutego 2017, yellon

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
stat4u