Moje nieustanne poszukiwanie Olimpijskiego szlaku
Blog > Komentarze do wpisu

Obóz w Portugalii – grudzień 2016

W dniach 1-18 grudnia trenowałem w Monte Gordo w Portugalii, by w cieple przygotowywać się do zbliżającego się wielkimi krokami sezonu 2017. Wszystko przebiegło całkiem dobrze, a zaraz po Sylwestrze lecę na kilka tygodni do Australii. Grafik mam więc nabity jak worek świętego Mikołaja. Wszystko zaplanowane mam co do minuty.

Jedna z tras treningowych w Portugalii

Na obozie w Monte Gordo przyświecał mi jeden cel: dotrwać do następnego treningu. Nie zapominałem też o jedzeniu, piciu i spaniu. Portugalia nie jest jakąś krainą dziwów i czarów - treningi są tak samo ciężkie jak w Polsce, tylko tego słońca jest trochę więcej. Na miejscu było ciepło, więc około tygodnia zajęło mi przestawienie się na tamtejszą temperaturę. Po treningach w Zakopanem (o czym pisałem niedawno) w Polsce męczyłem się zdrowo, a i w Portugalii nie czułem jeszcze komfortu na treningach przez kilka dobrych dni. Kiedy już zaczęła mnie roznosić energia na treningach - trzeba było wracać, więc za dużo tych szaleństw nie było. Dość szybko łapię dobrą formę. Stwierdziłem więc, najpierw z niepokojem, potem ze zdziwieniem, potem z radością, a na koniec wreszcie z lekkim niesmakiem, że to mi się podoba. Jest bowiem szansa, że uda się powalczyć o dobry wynik w odpowiednim czasie.

W Portugalii byłem już kilka lat temu, więc okolica była mi znana, ale musiałem sobie przypomnieć niektóre trasy treningowe. Na pewno stadion w Villa Real de Santo Antonio wymaga już lekkiego remontu, bo pierwszy tor na bieżni jest w opłakanym stanie. Pełno tam dziur, a kiedy spadnie deszcz tartan nasiąka wodą, co jeszcze bardziej utrudnia trening. Na szczęście stadion odwiedzałem sporadycznie, a kluczowe treningi robiłem gdzie indziej. 

Uśmiech mnie nie opuszczał :)


Pozostałe traski treningowe są bardzo przyjemne, temperatura do treningu super, a i spora grupa zawodników z PZLA to też kolejna zaleta. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz tam zawitam. Tymczasem szykuję się już do Świąt Bożego Narodzenia, przy okazji rozkręcając treningi, bo w Australii czeka mnie już kilka pierwszych startów.

"Nasz orzeł"

W Polsce po powrocie znowu trafiłem na mrozy, więc znowu trzeba przestawiać się na inną pogodę, a za kilkanaście dni czeka mnie zmiana strefy czasowej (10 godzin) i pogody (jakieś 50 stopni różnicy), bo lecę za 10 dni do Australii. Dlatego też pilnowanie adaptacji będzie teraz dla mnie bardzo ważne i kluczowe w tym czasie.

Zawodniczki z Portugalii i ich trener (i z lewej oczywiście ja)

Nie jestem jeszcze takim fantastą, żeby myśleć o "nie-wiadomo-jakich" wynikach, ale liczę, że chociaż wytrwam cały sezon bez kontuzji, co już może było by dużym sukcesem, a czego każdemu sportowcowi życzę. 

Dziękuję za pomoc trenerską Pawłowi Grzonce, który się mną opiekował w Portugalii. To również jego autorstwa są zdjęcia i filmiki z moich treningów. Bez niego nie było by tych wspomnień! 

Pierwsze koty za płoty, jak powiada przysłowie. Oby kolejne wyjazdy były tylko lepsze.

czwartek, 22 grudnia 2016, yellon

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
stat4u